Lodówka – miejsce paradoksów. Jakże często stajemy przed jej otwartymi drzwiami, by po dłuższej chwili wpatrywania się w nią stwierdzić „nie ma nic do jedzenia”. Tymczasem nasze lodówki często są zapełnione po brzegi, a Polska znajduje się w ścisłej czołówce krajów, które marnują najwięcej jedzenia. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę wartości odżywcze pakowanej przez nas do lodówek żywności, w wielu domach faktycznie okaże się, że nie ma co jeść. Czas zrobić rachunek sumienia i odpowiedzieć sobie na pytanie: czy produkty w mojej lodówce są na pewno zdrowe?

There are a lot of things in my refridgerator I am not proud of. This is my first attempt at a doing a daily shoot assignment. "Make a photograph that shows an interpretation of your favorite indulgence or guilty pleasure." http://dailyshoot.com/

Jeśli zajrzymy do lodówki przeciętnej rodziny Kowalskich, znajdziemy tam produkty takie jak: wędliny i kiełbasy, serki topione, margarynę, tłuste mleko, jogurty owocowe i desery mleczne, ketchup i gotowe sosy np. do kanapek czy hot-dogów. W szufladach na warzywa najczęściej znajdują się sałata, marchew i pomidory (które notabene wcale nie powinny być przechowywane w lodówce). To, że w lodówce znajdują się takie, a nie inne produkty, z jednej strony wynika z przyzwyczajeń konsumenta, z drugiej natomiast z jego niewiedzy. Tłustą kiełbasę jadło się przecież w rodzinnym domu i nawet nie przyjdzie nam do głowy, że tę „tradycję” należałoby zanegować. Czasami jeszcze większą szkodę wyrządza nasza nieświadomość odnośnie składu produktów i wpływu poszczególnych substancji na nasz organizm. Mleko i jogurt przecież od zawsze uchodziły za zdrowe, prawda? Owszem, o ile nie są to wysoko przetworzone napoje i desery z mnóstwem dosypanego cukru, a minimalną zawartością owoców czy nawet samego mleka.

Jak wprowadzić szybkie zmiany w swojej lodówce? Zacznijmy choćby od nabiału. Warto wiedzieć, że pełnotłuste mleko wcale nie dostarcza większych ilości wapnia niż jego odtłuszczona wersja. Najlepiej postawić na złoty środek (1,5-2 procent). Dzięki temu ograniczymy ilość spożywanych tłuszczów zwierzęcych. Nie popadajmy jednak w skrajności – produkty „0%” wcale nie są zdrowszą alternatywą. Bez tłuszczu węglowodany z pożywienia uwalniają się do krwi znacznie szybciej, powodując nagłe wyrzuty insuliny. W efekcie produkty bez tłuszczu sycą na krócej, a my szybciej sięgamy po kolejne przekąski.

Na pewno powinniśmy zrezygnować ze smakowych jogurtów i serków.. Są to bowiem produkty obfitujące w cukier, barwniki i inne zbędne substancje. Zastąpmy je ich naturalnymi wersjami. Do jogurtu, kefiru czy maślanki możemy przecież sami wrzucić świeże owoce! Jeśli chodzi zaś o margaryny do smarowania kanapek… ich skład także pozostawia wiele do życzenia. Zwykle na pierwszym miejscu w składzie wymieniania jest woda (!), a następnie szkodliwy tłuszcz palmowy. Zdecydowanie lepiej jest jeść naturalne masło. Nie trzeba go przecież jeść w dużych ilościach. Nauczymy się także, że zdrowe jedzenie opiera się na wybieraniu lepszych zamienników. Gotowe serki zastąpmy twarogiem z własnoręcznie dodanymi składnikami, tradycyjny pasztet wegetariańskim paprykarzem, napój owocowy sokami jednodniowymi, owoce z puszki owocami mrożonymi, a kiełbasę chudym drobiem.

Warzywa powinny być podstawą naszego jadłospisu. Tymczasem w naszym menu przeważa raczej mięso. Czas odwrócić te proporcje. Sposobów jest wiele. Zacznijmy od stopniowego wprowadzania kolejnych warzyw. Na początek takich, które mają różnorodne zastosowania, np. awokado i kiełki. Dlaczego? Awokado może być wspaniałą bazą do różnorodnych potraw – zarówno słonych, jak i słodkich, bo smak zależy tu od użytych przypraw i dodatków. Poza tym awokado ma przyjemną, kremową konsystencję. Kiełki sprawdzą się natomiast w serkach, twarożkach, pastach, dzięki czemu przemycimy do śniadania zdrową dawkę witamin i mikroelementów. Gdy nadejdzie zima, zastąpmy hodowaną w szklarni sałatę rodzimym jarmużem i kapustą.

To oczywiście tylko kilka podstawowych porad dotyczących zmian w lodówce. Za każdym razem, gdy masz wątpliwości przy wyborze produktu, kieruj się kilkoma zasadami. Po pierwsze czytaj etykiety. Wybieraj to, co ma najkrótszy skład i jest jak najmniej przetworzone (a więc np. nie smakowy twarożek kanapkowy, a zwykły, biały ser). Po drugie zastanów się nad pochodzeniem produktu. Czy wyhodowano go w Polsce, czy na drugim końcu świata (co wiąże się z długim transportem i sztucznym przedłużaniem trwałości produktu)? Po trzecie jak najczęściej wybieraj sklep z ekologiczną żywnością, nie tani dyskont. Po czwarte sprawdzaj datę przydatności do spożycia. Mleko w kartonie, które zachowa świeżość przez dwa lata? Żaden naturalny produkt nie ma takiej trwałości. Bądź konsumentem, który dokonuje świadomych i przemyślanych wyborów.